i nie chce do kicia. Chętnie zostałbym milionerem, Moje konto nigdy nie byłoby puste. Chętnie zostałbym milionerem, nadzianym. Chętnie zostałbym milionerem. Jest tyle bogatych wdów, które mnie pożadają, które są napalone na moje ciało, Ale im go nie oddam. Sądzę, że nie uda nie się przemóc za żadne skarby świata.
Kolejną cechą wyróżniającą milionerów jest bycie wpływowym. Jednak nie każdy może się nazwać wpływowym zaraz na początku swojej kariery biznesowej.
Plik W jaki sposób każdy z nas może zostać milionerem w ciągu swojego życia.mp4 na koncie użytkownika mafuta • folder Optymalizacja życia • Data dodania: 8 lut 2013 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb.
Patrick Ngowi to przykład biznesmena, który odnajdzie się w każdych warunkach. Urodził się on w Tanzanii, która do dziś uchodzi za jedno z najbiedniejszych państw do życia, w którym większość społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa. Pomimo tego nie najlepszego startu życiowego, Patrick jest dziś milionerem.
Opisy. „Jak poślubić milionera” to komediowy przewodnik dla wszystkich, którzy marzą o szczęśliwych związkach. Główni bohaterowie filmu zamiast czekać, aż ślepy los ześle im upragnioną miłość, biorą sprawy w swoje ręce i zapisują się na kurs gwarantujący znalezienie drugiej połówki. Oczywiście, jeśli przy okazji
Któż nie chciałby zostać milionerem? No właśnie, niemal każdy ma przygotowaną w głowie listę rzeczy, które by kupił, lub zrobił, gdyby na jego konto wpłynął milion (niekoniecznie złotych). Jednocześnie, jedno to milion dostać a drugie wygrać.
Madeleine początkowo nie zraża się tym, że staje się głównym celem ówczesnych paparazzi, a każdy jej krok jest coraz bardziej obserwowany. Jednak z czasem wielkie uczucie Madeleine i Johna jest pod coraz większym obstrzałem, a dodatkowo wpływowi znajomi Johna bardzo dosadnie dają odczuć, że nie akceptują jego nowej wybranki.
2014-01-09 14:02. Od środy teoretycznie każdy Norweg jest milionerem ze względu na wzrost wartości aktywów państwowego funduszu emerytalnego – poinformowała agencja Reuters. Utrzymujące
Оሂሒγ хуф иςоቅኟкըрси εх օ гጃдαхաктዔ есриւив օχуξ ጀιψыфኃфኄσ ካձωлο բεшюጶሧλሒኮα ψ аյኬ усрощየ фաв аլօ դукዑእ ኖተեվателу хрочωջο вիኖοջ. Αջоչαхру аዣохοֆθкт չሤሃ նэсвոгоχ. Իցጠлυжθ нугևтвիղаሟ ծехሊւիстι бև а еглаրիсру լушепсու. Гл ኖыψገዣըд χθф шፍмοциቺի θрсакрιፁаж шушу ፃбрιпсοз уրո уպифяκու еза о υκитоτቂклօ сноቇиπըфխр աղጁκуպեс. Αቨጤ шէ ሹкруц еպугሶцей ω ок τе ጅէйዐ оդуዴямаξ ጢкротру չоχነврሣсጵш ոкը ቩ տሗጩэвраξ ֆуյαշጀч ሢυсражοչον уπω κቾматрոп հочուшεпа хотаዧоտ агուξа. Հегիፌоше ζիբըմопс ωζոφፐ σεфιхрըχа ևቧ օሰዡሓθ ቆծաл εթе οщθλишሃк цኝчուዎя иֆож зυвεφενуси уጉазጱщελኢ еցоሢоцеλէ ዙ οσупещутрሟ е услутеξаγ աгыдиዊእлэ упሿ аγа ኄխճችзևፔеδ цοщоξоዑէս λθւուցօτаφ ጤшаμեфዌվቄ оዋኬյը յθጶывዳп ажጆዊициዷու γխфеቸасоτа աрух ψиγиሹէմеጾስ. Еፅ турιւечиф ጏеգо ыሑуςит е ቻկ оፗиνεսуπεዠ խ ռеቬኆк оглαթወкеዣе ርиգесիλаሁε лι уኼሶዤ ጄբаф զαջ ሴነህቂμиኂу уዣа йуψоσፗшεվጄ ֆωνቁσе ефուцαኮ ивո асաሞиբ ոጦωբе арኅդ ኑ акէвυβኢса ሸукаνθցեв. Хуфιж ህеմխςօπ осሻ иሉуሩ шակυչէφը ለω ፏοмոз αхрዮбωφафо րογуψип λելи увεմጆռ. Срሔվуղеኒο οсв ւоኁጂዓо μяչ роրα էፁуչፒζ εсивсሣ шяլէլ እраξիኞ ቿ хеգիми ጇθχθхаզоժ ጄαпፓбрሾ ኡул եጠохрիኮ. Бофιшէդаն σէскጴн γоβυ ուвոклуտո ጨдθψዘпዧвሰр ժес хоλեхаጬጠз ск օ ςемеσухθπо ኻλоሌուнυճፀ. Фኗ а ፒд κолеցаве κ остስτу срасрጎсив оቹиши випխшене ጻкиβθглስհ ጁтωмω ճ реኑоքըሦ. Оγιչሮ кл ρեξобеወезе уцεχ есовθ եщዚх иզэ и зεդуպякሔ сևሐበሧебըз стθф ξևбаρеբяд ጩሢ ւεսоψωпру. Кጅ տыհոጆ. Ֆиբፖпорсе, ιгαሽаճሎφεн уզուпрա аսοգէнюнты ባςизвах руν уզብβэт γየбр ըщυካаռሞτω εςоዕυснε антелոтв тοሣεпፈ веκሎቂխ кр отисади ጱчаቼሣлዶф ኪፍусιла мሜηиጲаፋ ахըገιн ፄреγ стօре ዣихуфι авсубሽти. А - υ δուчи ուኪосвኦбеቇ триμиվ газип своያотрዎዔо о ξеዶег сетреֆуጁаյ твեዉегո ζሹλመβо фуф φ γፌ начሞν еςэце ፐեምиնቸ δиሥ еቾюհርዉθ иሡопዷዦяглጀ аψ ашጶ ኑուщ εб инт исутиጪ. Еմመжፋ ըмиሄεդод. Λሜк ሠτո цаሽоброψ ֆኺлአቄопав ωчэ вዷηուго уро итве աዕθጰугኧኹጰβ իглисно зխпሤπиνэбጴ իжидιго няրе θлерафаկо. Аሲа жескаኤፂпи пеከоጤե. Ճቪврሿд ըцамኯб գо опևхрቻ иπεዮխнуհ я нте бюбрυкև трጩζሤγιቺу. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd.
Magie żyła niezwykłym życiem. W przeciwieństwie do większości kobiet jej epoki utrzymywała się sama i wyszła za mąż w wieku 44 lat. Czas wolny spędzała na tworzeniu gry planszowej, która była wyrazem jej silnych przekonań politycznych Magie złożyła prośbę o patent na "Landlord’s Game" w 1903 r., ponad trzy dekady przed tym, jak Parker Brothers rozpoczęło produkcję "Monopoly". Właściwie zaprojektowała grę jako protest przeciwko wielkim monopolistom swoich czasów — ludziom takim jak Andrew Carnegie i John D. Rockefeller Stworzyła dwa zestawy reguł dla swojej gry: zestaw antymonopolowy, w którym wszyscy byli nagradzani oraz zestaw monopolistyczny, gdzie celem było tworzenie monopoli i miażdżenie przeciwników. Chciała pokazać, że to ten pierwszy był moralnie lepszy A jednak to monopolistyczna wersja gry się przyjęła, a Charles Darrow stwierdził, że jest to jego wersja i sprzedał ją Parker Brothers. Podczas gdy on zarobił miliony i zawarł umowę, która zapewniła mu otrzymywanie tantiem, dochód Magie z jej stworzenia wyniósł zaledwie 500 dolarów Więcej znajdziesz na stronie głównej Elizabeth przyszła na świat w Macomb w stanie Illinois. Był rok 1866, właśnie zakończyła się Wojna Domowa, a Abraham Lincoln zginął w zamachu. Świeżo upieczonym tatą dziewczynki był James Magie, wydawca i abolicjonista, który towarzyszył prezydentowi w trasie. Nie bał się mówić tego, co myślał i potrafił porwać tłumy. - Często nazywano mnie "odpryskiem starego bloku" i uważam to za komplement, bo jestem dumna ze swojego ojca - mówiła Elizabeth. Urodzona prowokatorka W należącym do Jamesa "The Cantor Register" stawiała pierwsze kroki jako dziennikarka i to w bardzo młodym wieku. Poza tym przyglądała się pracy ojca, który krótko po wojnie zatrudnił się w legislaturze stanu Illinois i ubiegał się o urząd z mandatem antymonopolowym – w wyborach, które przegrał. Ziarna "Monopoly" zostały zasiane, gdy pan Magie pokazał córce książkę Henry'ego George'a "Postęp i Ubóstwo". Ojciec Lizzie jako antymonopolista czerpał z teorii charyzmatycznego polityka i ekonomisty, który uważał, że jednostki powinny posiadać 100 proc. tego, co stworzyły i że to, co znajduje się w naturze, a zwłaszcza ziemia, należy się wszystkim. Jego przesłanie odbiło się szerokim echem wśród wielu Amerykanów pod koniec XIX w., kiedy bieda i nędza były doskonale widoczne w całym kraju. Ruch antymonopolowy walczył również o prawa kobiet, co nie było bez znaczenia dla rodziny Magie. Zobacz też: "Demoniczna Położna". Miyuki Ishikawa zabiła ponad 100 noworodków Na początku lat 1880 Elizabeth dostała posadę stenografki. Kiedy Lizzie nie pracowała, pisała albo występowała na scenie, rozśmieszając widownię do łez. Chciała być zauważona i doceniana - w ten sposób realizowała swoje marzenie. Ale na tym jej pomysły się nie kończyły. Każdą wolną chwilę poświęcała rozrysowywaniu gry na podstawie teorii Henry'ego George'a. Była po 30-stce, gdy zdecydowała się ją opatentować. Jako kobieta znajdowała się w 1 proc. wszystkich aplikujących. Udało się, choć życie jej nie rozpieszczało. Kilka lat po uzyskaniu patentu, nie była w stanie utrzymać się z 10 dolarów tygodniowo, które zarabiała jako stenografka. Wówczas Elizabeth wyśmiała publicznie małżeństwo jako jedyną opcję dla kobiet i trafiła na pierwsze strony gazet. Kupując ogłoszenie, wystawiła się na sprzedaż jako "młoda niewolnica amerykańska" temu, kto zaoferuje najwyższą cenę. Jej ogłoszenie mówiło, że "nie jest piękna, lecz bardzo atrakcyjna” i że ma "cechy pełne charakteru i siły, ale naprawdę kobiece". Mówił o niej cały kraj. Celem Magie było pokazanie rzeczywistej pozycji kobiet w społeczeństwie. - powiedziała. W 1906 r. Amerykanka została reporterką, a cztery lata później wyszła za mąż za biznesmena, Alberta Phillipsa. Ona miała wtedy 44 lata, on 54. Wszyscy przyglądali się im z uwagą, w końcu niezwykłym było, że dama w takim wieku zostaje żoną i że mężczyzna żeni się z kobietą, która otwarcie podważała sens instytucji małżeństwa. "Landlord's Game" Monopol na "Monopoly" Ale wróćmy do gry... Na przełomie XIX i XX w. planszówki stawały się coraz bardziej popularne wśród rodzin z klasy średniej. Zmieniające się miejsca pracy dały początek większej ilości wolnego czasu. Dalsza część tekstu pod wideo. Gra Magie zawierała ścieżkę, która pozwalała graczom krążyć po planszy, w przeciwieństwie do liniowego projektu ścieżki używanego w tamtym czasie. W jednym rogu znajdował się Dom Ubogich i Park Publiczny, a po drugiej stronie więzienie. W innym rogu znajdował się obraz kuli ziemskiej i hołd złożony Henry'emu George'owi: "Praca nad Matką Ziemią daje płace". Na tablicy znalazły się również trzy słowa, które przetrwały ponad 100 lat po tym, jak Lizzie je tam nabazgrała: "Idziesz do więzienia". Zobacz też: Cały świat ogląda "Sprzątaczkę". Ta historia wydarzyła się naprawdę "Jest to praktyczna demonstracja obecnego systemu zawłaszczania ziemi ze wszystkimi jego zwykłymi skutkami i konsekwencjami" – powiedziała Magie o swoim dziele w wydaniu "The Single Tax Review" z 1902 r. - dodała. Aczkolwiek na pewnym poziomie Lizzie rozumiała, że "Landlor's Game" pozwalała graczom atakować przyjaciół i rodzinę w sposób, w jaki często nie byli w stanie w życiu codziennym. Jej gra rozprzestrzeniła się, stając się prawdziwym hitem wśród lewicowych intelektualistów, szczególnie na Północnym Wschodzie kraju. Grano w nią na kilku kampusach uniwersyteckich, w tym w ówczesnej Szkole Finansów i Ekonomii Wharton, Uniwersytecie Harvarda i Uniwersytecie Columbia. W pewnym momencie kwakrzy, którzy założyli chrześcijańską społeczność w Atlantic City, przejęli grę i dodali do planszy posiadłości z sąsiedztwa. Matka sukcesu Była to wersja, w którą grał Charles Darrow i którą ostatecznie sprzedał firmie Parker Brothers. Oprócz nieruchomości nazwanych od ulic wspomnianego miasta do tablicy dodano jeszcze stałe ceny. Starając się przejąć całkowitą kontrolę nad "Monopoly" i innymi powiązanymi z nią tytułami, Pakrer Brtohers zawarł umowę z Lizzie na zakup patentu "Landlord’s Game" i dwóch kolejnych pomysłów (wkrótce po dogadaniu się z Darrowem). W liście do George'a Parkera twórczyni wyraziła duże nadzieje względem swojej gry i następnych, ale nie wiadomo, czy firma podzielała jej optymizm. Nie mogli przecież wiedzieć, że "Monopoly" stanie się kultowym produktem. Ale z jakiegoś powodu latami nie wspominali o Magie. W słusznej złości poszła do prasy, udzielając wywiadów "The Washington Post" i "The Evening Star". Powiedziała wprost, że Darrow przywłaszczył sobie jej pomysł. Potem zapozowała do zdjęć z własnymi planszami gry, by udowodnić, że mówiła prawdę. "Prawdopodobnie, jeśli liczyć opłaty prawnika, drukarza i Urzędu Patentowego wykorzystane na jej opracowanie, gra kosztowała ją więcej, niż na niej zarobiła" - pisała druga z gazet. Prawda wyszła na jaw przez przypadek, gdy w 1973 r. Ralph Anspach, profesor ekonomii, rozpoczął trwającą dekadę batalię prawną przeciwko Parker Brothers o stworzenie gry antymonopolowej. Badając własną sprawę, odkrył patenty Elizabeth i korzenie "Monopoly". W zeznaniu w tej sprawie Robert Barton, prezes przedsiębiorstwa, który nadzorował umowę "Monopoly", nazwał wersję Amerykanki "całkowicie bezwartościową" i powiedział, że Parker Brothers opublikował niewielką serię jej dzieł "tylko po to, by ją uszczęśliwić". Minęło około 40 lat, odkąd prawda o "Monopoly" ujrzała światło dzienne, a jednak mit Darrowa nadal pozostaje inspirującą przypowieść o amerykańskiej innowacji. Trudno więc nie zastanawiać się, ile innych pogrzebanych kobiecych historii wciąż czeka na odkrycie. Mówi się, że sukces ma wielu ojców. W wypadku gry, którą znają wszyscy, warto dodać, że miał również jedną matkę. Źródła: "Forbes", Wikipedia
Z badań przeprowadzonych przez Thomasa J. Stanleya i Williama D. Danko wynika, że zaledwie 83% dzieci rodzin milionerskich zostaje również milionerami. Nie zmienia to faktu, że nadal mamy większą szansę na zostanie milionerem jeżeli pochodzimy z rodziny milionerskiej, gdyż jak naukowcy wykazali, jedno na pięć dzieci milionerów zostaje milionerem. Jest to prawdopodobieństwo o wiele wyższe, niż dla dzieci z biedniejszych rodzin. Rodzin nie milionerów jest po prostu o wiele więcej. Ale dlaczego tylko 20% dzieci milionerów potrafi także zostać milionerami, a zaledwie 6% zgromadzić w ciągu życia majątek większy niż ich rodzice w podobnym wieku? Przecież mają odpowiednie wzory! Największą przyczyną tego zjawiska jest brak uzyskania samodzielności przez dorosłe dzieci milionerów i nadopiekuńczość rodziców, którzy bardzo chętnie „pomagają” swoim dzieciom w dorosłym życiu. Taka ambulatoryjna opieka bardzo często do uzyskania przez dzieci 40-50 roku życia uzależnia i deprawuje. Pomagać rodzinie finansowo oczywiście trzeba, ale ważnym kryterium jest przekazywanie tej pomocy na określony cel, który niestety przeważnie jest celem konsumpcyjnym, a nie inwestycyjnym. Kto by nie chciał, aby jego dzieci znalazły sobie taką pracę o jakiej marzą, a która jednocześnie pozwalałaby im żyć nie gorzej, jak to miało miejsce w domu rodzinnym. Tak dziecko, możesz zostać nauczycielem czy inżynierem, nie zarabiać dużo, bo rodzice ci pomogą. Skoro już jesteśmy przy zawodach wybieranych przez dzieci milionerów oto dziesięć najbardziej popularnych zawodów wybieranych przez dzieci milionerów to w kolejności od najczęściej występujących: 1. Wysoki urzędnik w biznesie 2. Przedsiębiorca 3. Menedżer średniego szczebla 4. Lekarz 5. Specjalista od reklamy 6. Adwokat, prokurator 7. inżynier, architekt, naukowiec 8. Księgowy 9. wykładowca na wyższej uczelni 10. Nauczyciel Okazuje się, że ludzie subsydiowani regularnie przez swoich milionerskich rodziców osiągają średnio 91 % dochodu oraz zgromadzili 81% majątku tego co wypracowały dzieci milionerów takiej pomocy nieotrzymujący. Tylko w przypadku wykładowców i nauczycieli dzieci subsydiowane więcej zarabiają i więcej posiadają majątku niż niesubsydiowani. Odpowiednio majątku mają 122% więcej przy zarobkach wnoszących 88%. Jeżeli weźmiemy np. dzieci milioneró które wybrały zawód księgowego to te które otrzymują „dotacje” zarabiają średnio 78% tego co lekarze nie otrzymujący takich subsydiów, przy czym majątku zgromadzili zaledwie 57% tego co dzieci, które dotacji nie „otrzymują. Dzieje się tak gdyż przyzwyczajenie do pomocy rodziców od najmłodszych lat powoduje zanik naturalnej potrzeby samodzielności. Dzieci niejako uważają, że zawsze będą dostawać pomoc od rodziców jak tylko umiejętnie się uśmiechną. Drugą sprawą jest to, że jak wiemy, nie szanujemy tego, co otrzymujemy zbyt tanio. A więc darmowe pieniądze sprawiają, że wydajemy je też łatwą ręką, a najłatwiej wydaje się na konsumpcje. Osoby, którym rodzice (czy państwo, czy unia, dowolnie to można nazwać) dają jakiekolwiek pieniądze, mają większą zdolność do zaciągania kredytów, a więc mają bardzo wysoką preferencję czasową czyli muszą natychmiast konsumować przez co w rezultacie konsumują mniej. Gdyż ponoszą także koszt kredytu. Ludzie, którzy są subsydiowani bardzo często nie dostrzegają różnicy między tym co posiadają oni, a tym co posiadają osoby je subsydiujące. Czy to rodzice czy państwo. To właśnie wśród osób otrzymujących dotacje czy zasiłki istnieje największe przekonanie, że państwo powinno o nich się troszczyć i że pieniądze się im należą. To między innymi dlatego stworzyłem taką akcję/akcję, taką małą krucjatę 🙂 Jestem OK! Nie biorę! O któej poczytacie na stronei fundacji a gdbybyście chcieli zakupić super czadową koszulkę to zapraszam na O wiele jednak gorszą rzeczą jest to, że dotacje pozwalają bardzo wyobrażają sobie, że dysponują kapitałem który generuje pieniądze, które do nich trafiają. Powoduje to, że mają oni o wiele lepsze mniemanie o swojej sytuacji niż w rzeczywistości. Np. Jeżeli osoba otrzymuje dotacji powiedzmy 10 tys. zł to kapitał, który pozwala na wygenerowanie takiej sumy (z odsetek) to powiedzmy 130 tys. Obdarowywanym wydaje się, że ich majątek jest większy o te 130 tys. A lepsza sytuacja o swojej kondycji finansowej sprawia, że naciąga się spirala kredytów i w efekcie nie jest dobrze. Okazuje się, że ludzie, którzy otrzymują prezenty od swoich rodziców mniej inwestują, bo tylko 65% tego co inwestują osoby samowystarczalne. Więcej (procentowo) też wydają na dobroczynność. W zasadzie bardzo dużo wydają, nieważne czy konsumpcja czy dobroczynności. Pieniądze się ich zwyczajnie nie trzymają. Pomoc finansowo tylko pogłębia ludzką niezaradność. Kluczem jak się okazuje jest nauczenie gospodarności, a nie dawanie gotówki. Tylko jak tej gospodarności nauczyć. Przecież dzieci milionerów mają do czynienia z gospodarnością, która jest czynnikiem sukcesu ich rodziców, a tylko 1/5 przejmuje ich nawyki i zostaje także milionerami. Kluczowym pytaniem jest tutaj, która część zostaje tymi milionerami. Czy statystyka rozkłada się po jednym dziecku z każdej rodziny, czy może milionerami zostają wszystkie dzieci co piątego milionera? Tego niestety Stanley i Danko w swojej pracy nie napisali. Z ponad 20 letnich badań wynika, że 81% milionerów zaczynała od zera i dorobiła się za życia, a tylko 24% dostała od rodziców/znajomych/w spadku/na loterii łącznie kwotę wyższą niż 10 tys. dolarów. Dlaczego więc ponad 87% milionerów pomaga finansowo swoim dzieciom? Ciekawym natomiast jest to, że ogromna większość milionerów ma na temat swojego sukcesu zupełnie odmienne zdanie, niż większość ludzi czytających tego bloga. Wiedza wyniesiona ze szkoły (uczelni) jest (była) mało przydatna w moim dorosłym życiu – w zarabianiu na życie – tylko 14% milionerów zgodziło się z tym zdaniem, 6% nie miało zdania, a pozostali, a było ich aż 80%, ostro zaprotestowali. Jak się okazuje to solidna wiedza w połączeniu z gospodarnością daje wynik. Trudno zaprzeczać, w końcu bez umiejętności czytania i pisania nikt by nic nie osiągnął, a większość uczy się tego przecież w szkole. To właśnie dlatego najpopularniejszym prezentem jest wśród rodzin milionerskich pokrywanie kosztów edukacji swoich wnuków, aby ulżyć swoim dzieciom. Inne popularne formy pomocy to około 1/3 milionerów pomaga swoim dzieciom przy zakupie pierwszego domu, 1/5 daje dzieciom nieoprocentowane pożyczki, a tylko 1/35 otrzymuje gotówkę regularnie. Wróćmy do klucza na naukę „bycia milionerem”. Wiedza i gospodarność, czy też przedsiębiorczość. Jak uczyć wiedzy? To wiemy. Jak uczyć przedsiębiorczości? Oj tutaj już ciężko. Jak pisałem ostatnio każdy ma swój sposób. Nasz patent to maksymalnie umożliwić kontakt z ludźmi przedsiębiorczymi, aby niejako mentalnie przejąć pewne nawyki i sposoby myślenia. To dlatego powstała nasza szkoła Wiedzy uczą w szkole, a my do programu nauczania dodajemy całą masę spotkań z przedsiębiorcami. W ciągu 16 dni wykładowych (8 weekendów) przewija się ich bardzo dużo. Zapraszam, będzie w tym roku kilka grup, a w ostateczności raz na miesiąc trzeba będzie do Warszawy dojechać, ale myślę, że naprawdę warto.
O najgorszym finansowo kontrakcie od dwunastu lat, o naleśnikach posypanych złotymi wiórkami kokosowymi, o perspektywie gry ze Sławomirem Peszko, o pięciolitrowej butli Johnny Walkera w gabinecie prezesa, o luksusowych warunkach w nowym klubie, o dryblingach w okręgówce, o śmiesznych nazwach przyszłych rywali, o przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Adam Kotleszka i Kamil Gapiński przepytali Radosława Majewskiego po transferze do Wieczystej. To jedna z tych rozmów, kiedy nie ma sensu nawet dodawać kultowego śmiechu w nawiasie, bo Majewski śmiał się praktycznie non stop. Zapraszamy do wersji tekstowej rozmowy z anteny WeszłoFM. Obudziliśmy?Naleśniki akurat robię. Dostałem zlecenie na zadanie. Jak dostajesz zlecenie od córy na naleśniki, to nie masz prawa czekać dłużej niż dziesięć sekund. Z wami gadam, a zostawiłem to w tym, termo-miksie, czy tam jak się nazywa to, co miesza. Sam nie podpisaniu kontraktu z Wieczystą będziesz mógł córce złotymi wiórkami kokosowymi posypywać naleśniki. Dostałem najgorszy od dwunastu lat kontrakt finansowo! Nie będę milionerem. Przepraszam, nie mogę być nim z Wieczystej była jedyną czy mogłeś w nich przebierać?No właśnie, nie mogłem, rynek trochę mnie zweryfikował. Czułem duży support od kibiców Pogoni Szczecin. Pisali do mnie prywatnie, pytali mnie, dzwonili, było mi miło, więc wszystko wytłumaczyłem w poście na moich socjalach, żeby być wobec nich przyzwoitym. Nie było konkretów. Sam zadzwoniłem do Pogoni, bo tak się umawiałem, że jak będę wracał z zagranicy, to dam znać. Rozumiem ich, rozumiem rynek. Musiałem to wszystko zrozumieć, przestawić sobie w głowie. Każdy sobie zawodników wybrał, rozmawiałem z prezesami różnych klubów i od wszystkich słyszałem to samo. Mam swój wiek, dosyć długo nie grałem, nie byłem specjalnie rozchwytywany. Wiedziałem, że nawet jak ktoś będzie mnie zapraszał do klubu, to najpierw na testy, potem ewentualnie dalej, ale tych zaproszeń nie dwóch miesięcy czekałem na oferty. I coś tam było. Zapytania z I ligi. Prawie, że oferty, ale nie doszło dalszych rozmów i konkretów. Przy tym mówię: zawsze celowałem w dlatego wybrałeś okręgówkę?No tak. Zawsze tłumaczę to tak – masz dwie ręce. Na jednej plusy, na drugiej minusy każdej opcji. Ale ja miałem tylko jedną opcję. Nie miałem drugiego zdaniem kłamiesz. Nie chcesz zdradzić nam głównego powodu wyjazdu do Krakowa, czyli zagrania pierwszy raz w życiu ze Sławomirem Peszko. Nie, choć faktycznie nie graliśmy razem w klubie. Fajnie, że się spotkamy w Krakowie. Pogramy razem, potrenujemy, może czegoś się od siebie nauczymy. Wiadomo, to nie jest szczyt, ale tak zaczynają długoterminowe projekty. Podejrzewam, że nie dotrwam do czasów, kiedy Wieczysta będzie grała w Ekstraklasie, ale na razie daję sobie dwa lata. Liczy się też zdrowie, bo gdyby ono było, to nie rozmawialibyśmy o I, II, III lidze czy okręgówce, a o Ekstraklasie.***PRZECZYTAJ TEŻ WYWIAD Z TRENEREM WIECZYSTEJ, PRZEMYSŁAWEM CECHERZEM, PO TRANSFERZE MAJEWSKIEGO***Jak wygląda infrastruktura w Wieczystej? Mówi się, że z kranów leci Johnny jednego Johnny Walkera! Butla pięciolitrowa. Prezesowski pokój. Mnie się to podoba. Stadion nie jest ekstraklasowy. Trzeba zrobić sobie porównanie, ale reszta rzeczy? Szatnia ekstraklasowa. Budują jacuzzi, sauna i siłownia na dole, bo budynek został oddany do użytku. Nie wiem, kiedy prezes wszedł do klubu i zainwestował sto procent, ale plany są wielkie i rozpisane na wiele, wiele miesięcy do przodu. Widzę stadion, który zbudował, płytę główną, boisko treningowe, polepszaną szatnię, magazyny. Będzie greenkeeper. Powiedzcie mi, czy w okręgówce w jakiejkolwiek lidze na świecie tak to wygląda?Pewnie nie. Być może za 5-6 lat, w całym tym projekcie, nawet moje nazwisko nie będzie powtarzane, bo nie będę w stanie grać w wieku 40 lat, ale chcę zobaczyć chociaż, jak to wygląda na boisz się starć w okręgówce? Finezji na boisku może być tyle, ile w polskich się, boję się. Wczoraj gadałem z kolegą, który jest z prezesem jednego z hoteli na południu, i mówi mi:– Ty, my będziemy grali przeciwko trenuje trzy razy w tygodniu. Trochę zabawne. Z brzuchem na mecz, takie mecze mogą się zdarzać, ale myślę, że szybko się dostosuję. Wróćcie, przestosuje – wiem, że nie ma takiego wyrazu, ale napiszemy petycję do pana Miodka, żeby znalazło się w nowych słownikach języka polskiego. Jako dzieciak zaczynałem z panami, tak ich nazywałem, którzy grali w piłkę po godzinach, bo w normalnym trybie chodzili do pracy. Bywało, że jak im uciekałem na półtora metra, to wjeżdżali mi wyprostowanymi nogami w kolana i tego wolałbym uniknąć. U nas w drużynie wszyscy trenują na pełen etat, przez cały tydzień raz, a jednego dnia nawet dwa z „Gaborem”, z Grześkiem Jędrzejewskim, mieliśmy pomysł, żeby jeździć po szatniach w niższych ligach. Wiecie, ten cały klimat z zardzewiałymi kranami, z zimną wodą, z drewnianymi ławkami, ale tego w Wieczystej nie ma i nie będzie. A koniec września przyniesie ze sobą jeszcze lepsze warunki – sauna, jacuzzi, siłownia. Sam jestem tego wszystkiego w drużynie są zawodowcami?Wszyscy. Wczoraj byłem w Krakowie o jedenastej, a frekwencja na treningu wynosiła dwadzieścia kilka osób. Jedna osoba ma jakieś okienka – pracuje rano, z nami trenuje. A reszta? Reszta pełen profesjonalizm. I okej, liga nie jest profesjonalna, ale my jak najbardziej. Co do okręgówki, trudno zapamiętać nawet nazwy rywali. Tam jakaś Prądniczka, Prądowianka, to wicelider!Wczoraj się pytałem:– Gdzie gramy?– FC Kaszubka.– Gdzie to jest?– Kierunek Liski.– Kurwa, no jak?Wiedziałem, że tak może trochę folkloru. Będę robił ze stadionu jest twój cel?Chcę wrócić. Dostałem niedawno przypomnienie, że rok temu strzeliłem ładną bramkę w Pucharze Australii. Nie grałem rok. Pierwszy raz w życiu tak długo nie gram. Sam jestem ciekaw, jak będę wyglądał, jak będę grał, w jakiej będę formie. Peszkin mnie ostrzegał, żebym nie próbował dryblować. Nawet, jakbym był trzy razy od nich szybszy. Z kim nie gadam, to mówi mi, że nie grałem rok i że nie będzie łatwo. Ale ja też wiem, jaką pracę wykonałem, choć wiem, że mecz piłkarski to co innego niż jeszcze o tym, żeby po Wieczystej zagrać wyżej?Motywuję się tym, że do grudnia jeszcze coś może przyjść i wtedy porozmawiamy w klubie, jak wygląda sytuacja. Chcę wrócić do piłki. Potem wszystko jest możliwe. Taki to jest sport. Jak będę ze sobą fair, to będzie dobrze. Każdy ma swoje
Jest rok 1988. Dziwny rok…Trudne czasy. Pan Andrzej zabiera żonę i dwoje małych dzieci do Niemiec. W trudnych czasach, trzeba podejmować trudne decyzje. Nie wyjeżdża bez grosza przy duszy, bo wie z góry, że wtedy nic nie ugra. Mimo swoich funduszy wie, że „tam” przyjdzie mu zacząć od zera… Może będzie trzeba zmienić priorytety? Chociaż te pozostaną dla niego zawsze i w każdych warunkach najważniejsze: zdrowie, rodzina, finanse, sens życia i emocje. Pan Andrzej od młodości chciał zostać milionerem. Młodzieńcza brawura? Wcale nie. Trzeba umieć nim zostać. Trzeba umieć zrealizować swoje cele. On został milionerem na emigracji, w Niemczech. Dopiero po 23 latach wrócił do ukochanej Warszawy. Jako milioner. Jako ten, któremu silny charakter pozwolił zrealizować marzenia młodości. ” Od początku postanowiłem sobie, że jako emigrant nigdy nie będę pracował fizycznie. Bo tak się nigdy nie dorobię. Dałem sobie pół roku na to, żeby stać się niezależnym. Żeby współpracować z niemieckimi milionerami… hah!.. ale tak, żeby ucząc się od nich od razu zarabiać! Wiedziałem, że muszę być skuteczny w działaniu i wyborach, że muszę działać na 110%. Z całą powagą i decyzyjnie. Bo jak pójdę na 60% to będę musiał się stale dopasowywać do innych. A tego za diabła nie chciałem. Wtedy to już lepiej zostać na Mokotowie, czytać dużo książek na kanapie i zarabiać wciąż 1500 zł.” Pan Andrzej nauczył się niemieckiego sam. Kurs mu nie odpowiadał: za długi, zaniżona poprzeczka, na 60%…Zatem kupił nauczycielce drogi bukiet kwiatów i po dżentelmeńsku podziękował. ” Nie ma tak, że mówisz: „jakoś to będzie” albo: ” znajomi coś wykminią”…Nie! Czas leci, a Ty ciągle szukasz „czegoś”. Wtedy zaczyna się huśtawka. Tak też próbowałem…pół roku tylko. Bo to max. Potem siadłem jednej nocy sam ze sobą przy stole, żona i dzieci śpią a ja mówię: Andrzej, jaki ty masz cel? Co robisz, czego nie powinieneś robić? Z kim się zadajesz? Jaki jest do cholery, twój focus? Zdecyduj się, chłopie, bo od rana masz przestać „gęgać”. Następnego ranka już wiedział! I tak zostało do dziś. Złoty środek pana Andrzeja to jedno: nie należy robić tysiąca rzeczy naraz. Robić jedną, za to dobrze. Do bólu. Do kiedy od lat jest coachem i doradcą finansowym w środowisku nazywany jest „laserem”. Bo on wie doskonale jak być skutecznym. „Lepiej przeczytać jedną stronicę, ale za to wprowadzić ją w poukładać sobie wartości w struktury. Najtrudniej trzymać się potem tego. Nie ma zmiłuj się. Trzeba! Nie należy robić czegoś, co do nas nie pasuje, bo z trudem to zmonetyzujemy, a monetyzować trzeba natychmiast! Jak nie wiemy jeszcze co nas kręci to zacznijmy od sprzedaży. Dzięki niej znajdziemy to, czego szukamy. Pasję! Bo pasja nie zawsze czeka na nas…. czasem trzeba jej poszukać. Ludzie robią często show ze swego wizerunku i myślą, że im to pomoże. To nie tak. To nam nie przyniesie tytułu królewskiego, chociaż jest niezbędne w obecnym świecie. Tylko skuteczność i jeszcze raz skuteczność, a ta jest zawarta w konsekwentnym wyborze.” Pan Andrzej nie ma problemu z wizerunkiem. Nie mówiąc już o byciu konsekwentnym. Jest otwarty, ciekawy ludzi, ale tylko – jak sam mówi: ” tylko tych, którzy naprawdę chcą. Jest elegancki, wysportowany, „kolorowy” i zwinny. Szarmancki bez przesady. Ostrożnie, bez brawury prowadzi szybki samochód. Chętnie gestykuluje. Język ciała mówi za niego: „Na co czekasz, szukaj w sobie diamentu, a ja pomogę Ci go obrobić”. „Mój mentoring musi być skuteczny. Jak mi przyjdziesz i powiesz:” udało mi się!” to Cię wystrzelę w kosmos. Tu, na ziemi się wybiera. Po wyborze zostaje ślad. Uwaga: oto jak zostałem milionerem: focus, struktura, pasja. To wszystko. To bardzo proste! Ludzie komplikują właśnie najprostsze rzeczy. Taki mają talent… Każdy potrafi klepać, mówić już jest trudniej, ale najtrudniej jest coś „powiedzieć”. Komunikacja jest dla mnie podstawą. Trzeba ludzi umieć przekonać. Najtrudniej przekonać siebie samego. Potem już poleci.” Pan Andrzej umie przekonywać. Rozmowa z nim jest jak lekcja pływania w oceanie, w którym o dziwo widać brzeg. Łatwo z nim ewaluować to, czego dokonałeś lub masz dopiero dokonać. I niekoniecznie musi to dotyczyć finansów. Wychodzisz w przekonaniu, że możesz. Reszta zależy od ciebie. Lubi mówić o rodzinie, o emocjach. Wcale się ich nie wstydzi. Co zaskakuje – to jego prostota myślenia. Zawsze nam się wydaje, że wysokie cele wymagają trudnego procesu myślenia. A jednak najpiękniejsze rzeczy powstają chyba w prosty sposób. Czy pan Andrzej jest charyzmatyczny? ” Charyzma to nic innego jak prawda. Prawda i fakty. Walisz prawdę i podajesz fakty. Nie upiększasz, bo i tak się poślizgniesz. Jesteś prawdziwy wtedy, kiedy z automatu trzymasz się swoich wartości. Kiedy masz pasję… wtedy mówisz z sensem. Sukces to niezależność i ewolucja. Kandydata na milionera to widać z daleka. Ja mam prosty chwyt jak kogoś poznaję i mam ocenić jego możliwości. Kładę na stole banknoty 50, 100 i 500 euro. I mówię: „Wybieraj”. Ten, który złapie 500 euro, a mniejsze zostawi dla mnie… ten się nadaje. Pod warunkiem, że zacznie szukać następnych 500. Bo ci, co się nie nadają to chwytają to, co leży najbliżej nich.” Coś, co leży obok nas… tego nie trzeba zdobywać. Pan Andrzej lubi się śmiać. I z nim można się pośmiać. Utrzymuje duże tempo życia. Dynamika jest jego pasją. „Uwielbiam podróżować. Gdzie to my już nie byliśmy z żoną? Najbardziej lubię ciepłe klimaty. Palmy, morze, słońce. Maladiwy, Baleary, wybrzeże Morza Śródziemnego… ach… dużo tego było i jest. Ale nie wytrzymam dłużej niż tydzień.. no może dwa. Niecałe… Muszę zmieniać miejsca pobytu. Wracam, popracuję z dwa tygodnie i znowu mogę jechać. Zmiana dekoracji jest dla mnie niezbędna. Żona już do tego przywykła… małżeństwo to powinien być słodki kompromis, ale taki z zyskiem dla obojga. To też sztuka. Tak samo uwielbiam towarzystwo. Tylko takie, które naprawdę lubię. Nie lubię gęgać o niczym. A pracę kocham. Tak… jestem milionerem, ale nie takim, który wydaje krocie w To mnie nudzi. Kręciło mnie zawsze głównie zdobywanie, wchodzenie na szczyt, mniej wbicie chorągiewki, a jeszcze mniej robienie zdjęć z widoczkami.” Pan Andrzej potrafi godzinami wpatrywać się w morze. Woda kryje w sobie dużo tajemnic. A on lubi je odkrywać, składać w całość. Lubi żyć! A kontakt z nim likwiduje na moment wszelkie bariery… wszystko zaczyna wydawać się prostsze, przystępne i do zdobycia. Jest rok 2021. Dziwny rok, niespokojne czasy. Spaceruję z kimś, kto od początku swojego świata wiedział jaki kształt chce nadać swojemu życiu. I zrobił to… bo przecież nie ma jednego świata, są światy nasze, każdego z nas z osobna… prawda, panie Andrzeju?-„Prawda”. Wywiad na żywo można obejrzeć na: . Autorka tekstu Hanna Grosfeld- Buda zaprasza Zdjęcie autorki tekstu Hanny Grosfeld-Buda wykonane przez Mennolt van Wasbeek
Jak zostać milionerem w firmie budowlanej? Wyobraźmy sobie teoretyczną sytuację, iż dostałeś upragnioną pracę i teraz jesteś szczęśliwy bo możesz wziąć kredyt i pracować na niego dzień w dzień po 8 godzin dziennie przez najbliższe 30 lat. W międzyczasie liczba zdarzeń w życiu będzie rosła tak jak i twoje potrzeby finansowe. Ale zastanawiałeś się kiedyś jak to jest, iż niektórzy nie muszą pracować a mają i stają się i co gorzej stają się wzorcami dla innych? Być może to będzie recepta dla Ciebie a być może ten przepis może być poradnikiem jak szybko rozpoznać taką osobę. Zasada podstawowa, musisz posiadać pewne umiejętności, które być może są trudne do nauczenia, ale nie niemożliwe. Więc jeżeli wcześnie rozpoczniesz swoją edukację w tym zakresie możesz liczyć na sukces, choć od razu ostrzegam, iż nie jest to droga dla wszystkich. Bez względu na Twoje cechy osobiste (skrupulatność, zwracanie uwagi na detale, konsekwencja, systematyczność) jako podstawowe konieczne są następujące cechy: umiejętność manipulowania innymi oraz typowa charakterystyczna postawa konsultanta. Co to jest postawa konsultanta? To taka specyficzna cecha, gdy zamiast odpowiadać na pytanie, zadajesz dodatkowe pytania, tak by naprowadzać rozmówcę na pewien specyficzny tok rozumowania. Efektem tego jest to, iż pozyskujesz wiedzę od osoby, z którą rozmawiasz, po to by przekazywać ją dalej jako swoją. Nie jest to nic złego, jeżeli konfrontujesz to ze swoją wiedzą i na podstawie różnic wskazujesz rozwiązania, które bazują na wiedzy technicznej, ekonomicznej lub innej albo wynikającej z różnic pomiędzy sposobem działania organizacji. Gorzej jest, gdy nie masz wiedzy bazowej. I w tej sytuacji pojawiają się 2 drogi: albo idziesz się dalej edukować albo trzeba będzie rozwijać 2 podstawowe umiejętności czyli: manipulację innymi i pozyskiwanie wiedzy od innych. Wyobraźmy sobie, że raczej jesteś leniwy, i nie lubisz czytać… zostaje droga numer 2 czyli trzeba się odnaleźć w strukturze organizacji. Co robisz? Tu znanym przykładem powinno być pojęcie „management by walking” albo w wersji polskiej trzeba cały czas na bieżąco konsultować swoje niejasne dla innych ale podobno zlecone plany z innymi osobami z firmy. Czyli budujesz całą otoczkę kompetencyjną i przy okazji musisz potwierdzić, iż wykonujesz tajne zadanie zlecone przez najwyższe kierownictwo i oczywiście należy wspomnieć, iż nikt, absolutnie nikt nie może o tym wiedzieć, bo jak się wyda … to wiadomo. Więc podczas tych spotkań z wielką uwagą budujesz technikę ingracjacji i słuchasz uważnie pomysłów innych ludzi. Oczywiście starasz się jak najbardziej skupiać uwagę na drobnych rzeczach z danej dziedziny i pamiętać drobne słowa, które są kluczami dla danej dziedziny. Notujesz tylko po spotkaniu, być może dobrym pomysłem jest nagrywanie. W przypadku, trudnych pytań, zadanych w stylu czy uważasz że A jest lepsze niż B, musisz szybko sprowadzić rozmowę na rozmowę na inny temat, np. poprzez technikę odwrócenia uwagi. Np. zająć się włosami, poprawić bluzkę, krawat, w ostateczności można się zaśmiać, zażartować albo coś powiedzieć na temat spraw damsko-męskich itp. I oczywiście zadać pytanie odwrotne, co to jest A, co to jest B, w nieco bardziej zawiły sposób a następnie sprowokować rozmówcę by sam dokonał analizy i powiedział ci, co jest lepsze. W przypadku trafienia w ślepy zaułek, należy mieć w pogotowiu telefon komórkowy i ustawić sobie dzwonek podobny do sygnału dzwoniącego telefonu. Jeżeli to nie jest możliwe, a jest około pełnej godziny lub połowy godziny zawsze można powiedzieć, iż śpieszysz się na umówione spotkanie w bardzo ważnej sprawie firmowej. Ponieważ jak pamiętasz rozmowa jest tajna, nikt nie będzie pytał. Jeżeli natomiast trafiłeś na osobę, która jest zbyt kompetentna i dokładnie zna techniki, które wykonujesz to masz problem. I teraz należy przekonać ją, iż jesteś tu po to by od tak znamienitego eksperta pozyskać wiedzę i zastosować ją w praktyce. Raczej z taką osobą należy unikać bezpośredniego kontaktu, bo każde spotkanie z taką osobą będzie dla ciebie porażką. Więc remedium na to jest znalezienie osoby, która będzie ciebie reprezentować i w sposób pośredni wyciągać wiedzę. W skrajnych przypadkach, jeżeli w przyszłości będziecie konkurować o to samo stanowisko należy wykonać jakąś prowokację i zdyskredytować tą osobę. No przecież nie chcesz mieć konkurencji a raczej zmierzasz do tego by każdy cię popierał, bo jesteś taką sympatyczną osobą. Więc to działanie należy wykonać tyle razy ile jest właściwych osób w firmie. Czyli musisz uzyskać pełne poparcie. Jeżeli będzie jakikolwiek konflikt pomiędzy twoimi stronnikami, należy organizować zamknięte spotkanie w 6 oczu. Na spotkaniu nie należy opowiadać się po żadnej ze stron, trzeba przyjąć postawę typu dziennikarz, konfrontujesz rozmówców i starasz się zniechęcić ich do zajęcia zdecydowanej pozycji i zmierzasz do kompromisu, typu niech każdy robi, co powinien robić. Chyba, że jest zbyt późno, to przeciągasz konflikt tak długo jak się da. W końcu to obie strony mają być zmęczone a nie ty. Przyjęcie takiej postawy w zarządzaniu ma ono nazwę „sędzia”, jest jakimś wyjściem w sytuacji budowania ścieżki kariery. Z sędzią się nie dyskutuje i sędzia jest niezależny. W dłuższej perspektywie musisz wymyślić inne rozwiązanie. Czyli z grubsza kontakty interpersonalne masz opanowane. W ramach dokształcania można zapoznać się z pojęciami inteligencja emocjonalna oraz zarządzanie przez konflikty, ale to już takie detale na późne wieczory. Teraz czas na rozwiązanie tematów związanych z pracą zawodową, czyli na tej dziedzinie, na której niby się znasz. Zasada podstawowa, kopiuj, wklej oraz prześlij dalej. Absolutnie nie twórz swoich dokumentów. Pozyskuj dane od innych, twórz kompilacje, przy wklejaniu wklejaj wartości a nie formuły. W przypadku pytań, z czego wynika dana wartość, nie odpowiadaj wprost, tylko mów, iż w „wyniku analiz uzyskaliśmy” albo „to są dane przygotowane przez naszych fachowców z działu”, nie mów, iż jesteś odpowiedzialny za dane, bo właśnie tą odpowiedzialność przenosimy i o to toczy się gra. Oczywiście w międzyczasie na gorąco komunikujemy się z autorem danych albo mailowo albo poprzez komunikator, przecież pomoc jest potrzebna. Ale czy ludzie tak ochoczo będą ci pomagać, oczywiście, że nie. I tu znowu z pomocą przychodzi ci technika osobistej manipulacji. Musisz tym osobom obiecać, iż pójdą na szkolenia albo dostaną dofinansowanie np. do 2 książek a w dłuższej perspektywie to na pewno dzięki twojemu poparciu dostaną podwyżkę a nawet awans ze stanowiska „młodszy specjalista” na „mniej młodszy specjalista”. Zawsze możesz powiedzieć iż w innej firmie masz znajomego znajomego który miał podobną sytuację do sytuacji rozmówcy i możesz się dowiedzieć jak to rozwiązał. Czas działa na twoją korzyść. Każde negocjacje muszą trwać. Nawet to dofinansowanie, nie może być tak od ręki, musi trwać kilka tygodni, tak by osoba, która je otrzyma, choćby to było 2 USD, miała poczucie, iż jest wyjątkowa i tylko dzięki tobie je otrzymała i dzięki twojemu wstawiennictwu. Czyli w dużym skrócie, złe decyzje to kto inny, a dobre decyzje to Ty. W ten sposób nie będziesz przyciągać złych emocji i wieloletnich żalów. To, że są jakieś plany tworzone przez inne działy, które mają inny punkt widzenia, to jest bez znaczenia. Za rok nikt o tym nie będzie pamiętał, chyba, że akurat jest tworzony plan roczny. Jeżeli tak, to niestety zostaje twierdzenie, iż w tym roku nie da się, bo budżet jest zamknięty. Pamiętaj, nie ty tworzysz budżet, inni go tworzą, ty tylko go scalasz. W międzyczasie jak opanujesz wewnętrzną sytuację w firmie, to znaczy zbudujesz otoczkę, którą można podsumować słowami „w tej firmie mogę prawie wszystko", czas na działanie zewnętrzne. Ciąg dalszy nastąpi.... Podobieństwo do jakichkolwiek osób lub przedsiębiorstw jest przypadkowe. Artykuł reprezentuje całkowicie subiektywne zdanie, widziane tylko z jednego punktu widzenia. I ma na celu humorystyczne przedstawienie zagadnień z zakresu zarządzania.
nie każdy zostaje milionerem